SAM_0873… o wyprawie dowiedziałem się od Piotra. Pamiętam jak po Mszy środowiska harcerskiego, wybraliśmy się na lody do ‚Maca’. Kiedy rozmowa zeszła na tematy rowerowe (pewnie mówiłem o swojej zajawce na maratony rowerowe po górach (?!) → (MTB), wtedy usłyszałem od niego o zapaleńcach, którzy wraz z księdzem pojechali na Syberię (8,5 tyś. km). Zrobiło to na mnie ogromne wrażenie. Ponadto, podobny wyjazd miał odbyć się bieżącym roku, a warunkiem uczestnictwa było: przejechanie wypraw przygotowawczych oraz wiek 18 – 35 lat. Od razu po powrocie do domu, sprawdziłem fejsa, polubiłem ich stronę, trochę poczytałem i tyle… Jednak na kilka dni przed spotkaniem organizacyjnym, fb rzucił przypomnieniem – i wtedy szybka, spontaniczna decyzja: jadę!

Na spotkanie organizacyjne! Bilet na ICkę w rękę. Po bardzo udanym spotkaniu z Karoliną u mnie w mieszkaniu (TYLE radości!), spacerek na autobus i nerwówka: czy zdążę na pociąg? Udało się. Jednak skład ma opóźnienie – 1h.
Okazuje się, że siadam obok młodego żołnierza, wyciągam od niego mnóstwo przydatnych informacji, które może kiedyś mi się przydadzą. Wysiadam w Lublińcu, zero busów do Kokotka – pierwszy raz jadę taksówką, za którą płacę. Wypytuję Kierowcę o samochód – jest dumny z maszyny.  Spóźniam się na Mszę i od razu jestem zauważony – odpowiadam „jestem z Gniezna” 🙂


Największe wrażenie robi na mnie bardzo radosna, podróżnicza atmosfera. Kolejne osoby, które przyjeżdżają, padają sobie w ramiona. Jedni wyciągają wielkie, dokładne mapy i planują trasę na Bałkany w lipcu, inni żywo dyskutują o sprzęcie. Jedna myśl: tak! spotkałem bożych szaleńców, ja też tak chcę!!! Od Ojca Tomka dostaję 2 książki w okazyjnej cenie:), po ich lekturze oglądam dużo filmików na yt i już wiem: pojadę.

Okazało się, że najtrudniejsze do osiągnięcia, było uzyskanie wolnego w pracy, by pojechać na wyprawę przygotowawczą (całe wolne wykorzystałem już wcześniej – sesja:( ). Rozmowy z kolegami w pracy pt. „hej zamień się”, zacząłem już na miesiąc przed terminem. Jednak wszystko spełzo na niczym na tydzień przed, gdy okazało się, że zmieniam zespół. Jednak po kilku prośbach, szef zespołu wyraził zgodę na alternatywny system pracy. Padałem na twarz po pięciu dniach pracy po 12h dziennie :), a później jeszcze praca w Wielkanoc. Ale udało się, jadę! – nie mogłem się już doczekać! Miałem duże obawy o to, czy podołam fizycznie temu wyzwaniu, ale na tyle na ile siebie znam, wiem, że nie poddałbym się łatwo.
Najbardziej z pierwszej przygotowawczej wyprawy, zapadł mi w pamięć wjazd i zjazd na/z Przełęcz Krowiarki. Zdecydowanie przy zjeździe przekroczyłem pewną granicę: coś we mnie pękło…to, co zrobiłem, było skrajne niebezpiecznie: >45km/h na śniegu i lodzie: ale wtedy naprawdę czułem, że żyję :).

Screenshot-10
Informacja, że planowana jest druga wyprawa, niemalże mnie zagotowała – znów perspektywa stawania na rzęsach, by zdobyć wolne. Jednak jakimś cudem, miałem wtedy okienko w grafiku…no może nie do końca. Drugą wyprawę zacząłem po nieprzespanej nocy – pracowałem zdalnie od 18 do 6 rano. Ostatniego dnia drugiej wyprawy przygotowawczej, pozwoliłem sobie na trochę więcej – taki parkour rowerowy – wtedy też zyskałem pseudonim „Kaskader”. Teraz, pozostało tylko wyproszenie w pracy urlopu bezpłatnego na 1,5 miesiąca. I tutaj moja strategia okazała się fatalna. Poniedziałek po wyprawie (praca od 6 rano), +/- 550km w nogach, nieprzespana nocka, na przywitaniu z menagerem otwarty fb na ekranie, przysypianie na oczach szefa…przespałem nawet odpowiedź menagera, że możemy wybrać się na rozmowę, o którą prosiłem. I stało się to, co przeczuwałem: minimalne szanse na urlop, chyba, że wykażę się przez następne 2 miesiące. Więc pozostały mi tylko dwie rzeczy: nie spać w pracy i na pełnej. Na moje nieszczęście (tak myślałem), nastąpiła zmiana menagera. Pozostało jedno – postawić wszystko na jedną kartę: albo dostane urlop albo się zwalniam. O dziwo, na tydzień przed wyprawą dostałem zgodę na urlop:) Jako że historia lubi się powtarzać, w przeddzień wyprawy, znów musiałem (no dobra nie musiałem, nie miałem jaj, aby  negocjować z nową Panią manager) pracować zdalnie na nocce, aż do 5 rano.

jazda na 3ciego:)

jazda na 3ciego:)

Facebook Comments