Byłem tutaj rok temu. Trasa świetna, bufet – jedzonko lepsze niż w domu. Pora przygrzać łydę. Na zawody wybrałem się w celach treningowych. Elementy XC podchodzą mi najbardziej, to na nich zdobywam przewagę. Nawierzchnia miejscami bardzo mokra, co tylko dodaje pikanterii. Pod Wielką Sową znaczne ilości błota. Technicznie i szybko:) – mniam. Wyprzedza mnie jakiś koleś z Poznania, w dodatku dziadek. Może jest trochę mocniejszy, ale nie odpuszczę mu na sekcji technicznej. Gdy wjeżdżamy w sekcję specjalną, zbliżam się mocno do niego. Lecę na granicy, jednak przednia opona pasuje i schodzi z obręczy – niskie ciśnienie w połączeniu z hamowaniem na zakręcie. Wyścig kończy się dla mnie. Dobiegam ostatni kilometr. Czas mam całkiem dobry, jednak znowu ten niedosyt.

Statsy:
awarie: przednia opona zlazła z obręczy (sama, ja tylko jechałem)
kraksy: brak
podjazdy: 957
dystans: 23
czas: 01:45:44
miejsce (open): 19 (41)

Facebook Comments