Tuż przed maratonem nie czuję się najlepiej, chyba nie dospałem i dodatkowo nie mam apetytu. Ale cóż, dogadałem się wcześniej z Adamem, to jadę.

Pierwszy etap

Pierwszy etap wydaje się przebiegać spoko, jednak podjazd na Wielką Sowę ciągnie się dla mnie w nieskończoność. Ok, czas na zjazd, jednak piesi turyści nie za bardzo chcą współpracować – tzn nie schodzą z trasy.

Nagle – jadę wąską ścieżką i widzę całą rodzinkę idącą wąskim singlem – sic!  Słyszę tylko głośny pisk dziewczynki wmurowanej ze strachu, omijam zgraję na centymetry i cisnę dalej.

Defekt sprzętu?

Za chwilę coś słabnie mi tylny hamulec, qrde, tylko czemu (?) – przecież kilka dni temu wymieniałem klocki z tyłu. Nie zatrzymuję się od razu, ale w bezpiecznym miejscu patrzę o co ho? Tak, nie rozszerzyłem zabezpieczenia od klocków i jeden wypadł, a drugi stanął w poprzek. Piknie! Wyciągam klocka i szybka decyzja, jadę tylko na przednim hamulcu, a za mną dopiero  10km, a do mety  32km. Jazda!

Nudna trasa, ohh wait…

Początkowo trasa była nudna, jednak im dłużej jadę, tym więcej atrakcji. Jest technicznie, powoli słabnę. Minęły już jakieś 3 godziny, a ja nie mam ze sobą jedzenia.

Zmęczenie

Robi się coraz zimniej, przyjmuję już nawet glebę ze zmęczenia. Wstaję, cisnę dalej, coraz ciemnej przed oczami, miejscami muszę już podprowadzać rower pod górkę. Staję, siadam, kładę się, ale chwila – co ja odpierniczam?

Wstawaj! Walcz! Wydobywam z siebie motywację 2.0. Jadę, już bez zamulania, techniczne fragmenty dodają mi znów skrzydeł, jakiś koleś mnie goni, nie dam mu się.

Ostatni kilometr

Nogi pieką, ale już tylko 1km do mety, spoglądam nerwowo za siebie, czy mnie dogania… bezpieczna odległość. Docieram na metę… 0,5h po Adamie. Idę od razu do bufetu jeść, potem po folię NRC, bo dostałem silnych drgawek z zimna. Trochę się jeszcze trzęsę, ale już jest bezpiecznie. Uparcie chcę sam prowadzić auto w takim stanie, ale powoli dochodzę do siebie, ciepełko samochodu pomaga. Wkrótce Wrocław

za rok… jeden z nich będzie mój!

awarie: tylny hamulec – zgubienie klocka
kraksy: delikatny upadek
podjazdy:
dystans:
czas: 03:54:38
miejsce (open): ostatni który ukończył (63)

Facebook Comments