Tydzień temu Ludwikowice, teraz Bielawa, czy nie przeginam? Pogoda znów paskudna. Z takimi myślami startuję. Pierwszy podjazd nie wychodzi źle. Zjazd, chcę wyprzedzić na pełnej, na szutrze i tylko słyszę smutny dźwięk dobitej obręczy. Moment i nie mam powietrza w tylnej oponie. Awesome, trzeba było zostać w domu. Na szczęście na samym dole zjazdu czeka na mnie Pan z obsługi z wielką pompką. Początkowo pompuję, znajdujemy miejsce spierniczania powietrza, Pan próbuje mi załatać oponę, Saguaro jednak skutecznie się broni. W końcu zakładam dętkę, pompowanie i w drogę. Bardzo urozmaicona trasa, miejscami do granic absurdu techniczna. Niektóre elementy wyglądały na nieprzygotowane, nieoprzątnięte knieje. Spoko, pamiętam już tylko, jak pokonałem ostatni kozaki zjazd i metę. Niezły czas, ciepły prysznic i droga powrotna. Zdjęć ze startu od B niestety nie mam, bo popsuła w międzyczasie telefon i przepadły. Po powrocie, po oględzinach, okazało się, że wgiąłem obręcz do środka. Przy próbie prostowania, okazuje się, że jest wyszczerbiona. Kupić nową (300zł)? Chodzę dowiadywać się w serwisach co i jak, w międzyczasie ogarniam w pracy darmowe koło (za premię), jednak udaje mi się uszczelnić oponę na feldze po zastosowaniu dodatkowej warstwy z taśmy izolacyjnej. Lekkie koło xt wraca do gry.

Statsy:
awarie: wygięta obręcz tylna + pana
kraksy: brak
podjazdy: 1673 m
dystans: 43 km
czas: 02:52:30
miejsce (open): 7 (45)

Facebook Comments