Trafiam na spotkanie o samoorganizacji w Maciejówce. Wynoszę z niego kilka bardzo istotnych wskazówek, jak lepiej ogarniać. Przede wszystkim regularna kontrola, monitoring własnych postępów. Zwykła karteczka na ścianie, na której codziennie zaznaczmy czy udało się nam wykonać dane zadanie(monitoring musi być codzienny, nawet gdy czegoś nie zrobiliśmy należy zaznaczyć porażkę, albo wpisać- że nie było możliwości tego wykonać. Oczywiście najlepiej zaznaczać tylko ptaszki, że się udało:)
Motywacja nie jest najważniejsza, bo jaka jest motywacja do wstania o 3h snu, z perspektywą ciężkiego dnia? Najważniejsza jest dyscyplina w dążeniu do osiągnięcia celu.

Listopadowe i już grudniowe długie wieczory, nie mają tak złego wpływu na moje funkcjonowanie. Monitoring przynosi efekty. Systematyczne bieganie, x4 w tygodniu, czasem 12km do pracy, czasem 12 km po pracy i nagle zaczyna mi wystarczać sił na dodatkowe 2 godziny ogarniania. Wcześniej po pracy jedyne co mogłem zrobić to lec w łóżeczku. Potem wstawałem około 23/1 w nocy i nie mogłem zasnąć – a przecież trzeba iśc na 6 do pracy. Jeśli nie spałem to moje ogarnianie było na poziomie oczytanej ameby:). Teraz bez problemu mogę po bieganiu(czyli 1h po pracy) (prysznic + wcinanie białka 30min) zacząć używać mózgu. Czytanie książki, artykułów nie powoduję już automatycznego zaśnięcia:) Mimo złych warunków atmosferycznych, ja nadal dbam o formę. I wtedy…      …zacząłem czytać wcześniej wspomnianą książkę o bieganiu. Okazała się ona f.e.n.o.m.e.n.a.l.n.a.  Bieganie naturalne w czystej postaci, potem było już tylko lepiej. Mały zestaw lektur o bieganiu, zmieniający myślenie do czego jest zdolny człowiek.

biega

Głównym winowajcą, pewnego kroku  – o którym napiszę później, jest książka Szczęśliwi Biegają Ultra. Na pierwszych stronach, para opisuję jak dzięki współpracy  i bliskiej relacji udało się zarazić dziewczynę bieganiem i tak stali się parą biegaczy. Połknąłem haczyk, niczym w incepcji.  Zbierałem coraz większą wiedzę how to, uświadamiając sobie, że mój nikczemny plan, zabrania Bożenki na wyprawę rowerową(zwaną dalej Misja JuT) dookoła morza czarnego, razem z Niniwa Team, ma szanse powodzenia. Sam nie znałem powodu dla którego, aż tak mocno w głowie wiedziałem kogo mam zabrać na tą wyprawę, powoli to odkrywam(y).
(…)

Świadomy byłem dość ‚ciekawego’ przebiegu naszej wcześniejszej znajomości. Ponad 3 lata, 3 wspólne obozy harcerskie, kilka innych wspólnych grupowych wyjazdów, wędrówka we Francji, niezliczona ilość spotkań w gronie znajomych, potańcówek, parapetówek, sylwestrów, ognisk, 2 wspólne wesela(a nie –  wtedy dopiero 1, teraz już 3). Byliśmy bardzo blisko, a jednocześnie daleko. I to daleko za moją sprawą. Całe szczęście że Bożena, jest człowiekiem niesamowicie cierpliwym.

Nie mam pojęcia jak ja bym zareagował, przykładowo -> gdyby ktoś przyszedł do mnie i powiedział, hej Przemo, wiem że nie umiesz pływać,  ale wierzę że dasz radę i za niecałe pół roku przepłyniemy sobie Jezioro Wigry.

Idąc do niej, liczyłem po cichu że powie tak, że chce pojechać. I owszem, usłyszałem od niej to wyczekiwane słowo. Moje pierwsze Tak od Panny Bożeny Żak.

Facebook Comments