krąg…perspektywa

Od powrotu z wyprawy wraz z Niniwa Team’em minęło już kilka miesięcy. Co się zmieniło? Dostrzegam w sobie pewną zmianę myślenia i zmianę postawy. Zacząłem bardziej wierzyć w własne możliwości, że się da, że można zrobić coś, mimo że po ludzku(tak jak uważałem wcześniej) wydaję się to nie możliwe.

Zamiast na spotkanie promocyjne książki wyprawowej Radość Życia, wybrałem się w Karkonosze z Kręgiem Chrystusa Króla, grupą Skautów Europy do których przynależę. Już w pociągu(na który oczywiście zdążyłem fartem – jadąc rowerem), była mała spina z biletami, jednak w takich sytuacjach lepiej z uśmiechem pogodzić się z brakiem logiki i grzecznie ogarniać sytuację. Zaraz po tym jak wysiadłem, egoistycznie oddaliłem się od grupy szukać czegoś do picia i bankomatu. Przeze mnie, była obsuwa, a potem Naczelnik musiał specjalnie po mnie zawrócić, ale dzięki temu miałem możliwość zamienienia z nim kilku zdań – wypytywał o mój alternatywny sposób mieszkania:) – wnioski <->tak elektronika to coś co ewidentnie jest zbędne w pustelniczym sposobie mieszkania/życia. Jeszcze przed snem dzielimy się trudnościami – chyba najtrudniej nam o regularną modlitwę. Dowiaduję się od chłopaków, o książce o bieganiu -„Urodzeni Biegacze” Christopher’a Macdougall’a.

Pięknie zaśnieżone górne partie gór… i rozmowy, męskie, intymne bez ściemy. Tępo jak dla mnie za wolne, razem ze Zbyszkiem czekamy u podnóży wzniesienia na którym znajduję się schronisko Dom Śląski, na resztę ekipy. W oddali przestrzeń, dzielimy się (a raczej słucham:) ) marzeniami o mieszkaniu w takim miejscu, o pracy zdalnej, o wolności, ciszy – spokojnym miejscu do mieszkania w górskim otoczeniu. Chwilę później jesteśmy przed schroniskiem, piękny widok, porannego słońca przebijającego przez śnieżnobiałe chmury…

Czuję się trochę dziwnie, bo siedzę w bluzie Niniwowej, a wszyscy inni są w mundurach, Hufcowy dopytuję się, dlaczego nie jestem w mundurze. Z wrodzonej niepokorności, nie przebieram się w mundur:)Szybki atak na szczyt śnieżki, widzę że forma niezła, tylko Zbyszek dotrzymuję mi kroku. Potem odpalamy temat polityki, zajmuję on nas całkowicie- aż do Przysieki, prowadzimy merytoryczną dyskusję, jakie rozwiązanie systemowe było by najlepsze dla Polski. Wnioski ->likwidacja Senatu, dramatyczne zmniejszenie liczby Posłów do kilkudziesięciu, z możliwością mandatów w systemie ważonym(głosy niektórych posłów mają większą moc, ze względu na większe poparcie podczas powszechnych wyborów), likwidacja partii, likwidacja progu wyborczego, zwiększenie zarobków posłów, likwidacja większości ministerstw -> Państwo minimum z niższymi podatkami. Temat dyskusji był śliski, jak nawierzchnia po której schodziliśmy, niektórzy nie potrafili zachować równowagi, obniżając poziom dyskusji(:-) )

W międzyczasie(ja już w mundurze), mocne dzielenie się Namiestnika Harcerzy, była szczerość, była moc.

Czas na przygotowanie uczty Ikkiego, ja wziąłem się za sprawy porządkowe, a chłopacy tworzyli wykwintne dania. Było jak zawsze wyśmienicie, zjechało się też mnóstwo Szefów ze środowiska dolnośląskiego. Niebo do podniebienia, brzuszki pełne.
Chwilę potem, Msza, której przewodniczył Ojciec Kacper, a później Mocne dzielenie się Marcina, który tej nocy miał wymarsz wędrownika.
Przedstawiona przez Marcina historia, uświadamia mi jak ważne jest spotkanie na swojej drodze ludzi, wybaczcie … Bożych Ludzi, którym zależy!

Chwilkę potem, wracamy samochodem w niewielkiej grupce, muszę być na 6 rano w pracy.

 

Facebook Comments