Od maja uczestniczyłem w kilku maratonach w kolarstwie górskim. Zacząłem też regularnie trenować z kilkoma drużynami Wrocławskimi, czy to na treningach kolarstwa górskiego,  czy szosowego. Kilka niegroźnych upadków na treningach w połączeniu z treningami szosowymi, źle wpłynęły na stan mojego nadgarstka. Powrócił ból, który przeszkadzał mi jeszcze w czasie zimowego robienia pompek. Po namowie B. zdecydowałem się na wizytę u ortopedy. Po prześwietleniu, otrzymałem nieciekawą diagnozę:

Złamana jedna z kości nadgarstka i widoczny brak zrostu tejże kości.
Leczenie – tylko operacyjne – sugerowany czas oczekiwania to 3 miesiące, dalej 3 miesiące w gipsie i 2 miesiące rehabilitacji – po prostu super. Na szczęście lekarz nie zabronił mi jechać na wyprawę.

Wiedząc już o niesprawnej ręce, następnego dnia udałem się na zawady Bike Maraton w Szklarskiej Porębie, zastanawiając się, czy już trochę nie przeginam. Czy to już szaleństwo, obłęd, a może to tylko cena, jaką trzeba zapłacić za realizację marzeń?

Zawody okazały się kapitalne, świetna trasa, znakomita frekwencja i moja dobra dyspozycja cieszyły mnie.

meta

182 miejsce na ponad 500 startujących na dystansie MEGA, oraz 38 w mojej kategorii wiekowej M2, to dobra prognoza na przyszłość. Z minusów, to śmieszna porcja jedzonka na Pasta Party:)

W porównaniu do  zawodów w ramach cyklu Sudecka Strefa MTB w Głuszycy oraz w Walimiu, tym razem nie zawiódł sprzęt, był odpowiednio przygotowany. Warunki atmosferyczne też okazały się bardziej sprzyjające.

 

Facebook Comments