kiedyś tam…

Coraz mniej czasu do startu (odwoziłem jeszcze osobę z Blablacara na dworzec), a ja jestem jeszcze kilka kilometrów od miejsca maratonu, Matiz osiąga kosmiczne prędkości z górki. Ok, jestem już na parkingu. Wszystko sprawdzone, nogi rozgrzane, Mazurek wysłuchany. Staję na końcu sektora startowego. Bardzo dużo osób na starcie, widzę w oddali rozpędzających się prosów – kiedyś tam będę.

dziewczyny z elity

Na początku trasa całkiem szeroka, wkrótce jednak zaczyna się show. Elementy techniczne, im dalej tym ciekawiej, Po wyprzedzeniu znacznej ilości zawodników, jadę sam. Jednak wkrótce doganiam dziewczyny z elity. Jest konkret, małe, drobne, a jadą jak szalone. Muszę naprawdę skupić się na zjazdach, żeby im nie odstawiać, na podjazdach jadę minimalnie szybciej. Wyprzedzamy się tak na zmianę, przez około 30 minut. Na kolejnym zjeździe stwierdzam, że muszę je objechać. Zaciskam hamulce później niż one, pedałuję aż do zakrętów, nagle sekcja z błotem, niemalże tracę równowagę, jednak odzyskuję przyczepność i udaje mi się odjechać im trochę. Później już zawodniczki nie dają rady nadrobić odległości.

Przy szale wyprzedzania, wybieram drogę, blisko wystającej w poprzek gałęzi, zahaczam o nią piszczelem, jednak nie odpuszczam, przeginam ją, trochę mnie porysowała, ale 2 zawodników objechanych.

fragmenty techniczne

Jest moc! Zjazdy, podjazdy, fragmenty XC, czuję że mam moc. Wyprzedzam zawodników, których jeszcze nigdy nie doścignąłem w trakcie sezonu. Widać dużo młodych wymiataczy z całej Polski. Pod koniec, jeszcze deser w postaci ostrych, technicznych zjazdów. Jakimś cudem udaje mi się manewrować między drzewami, dużą część tego fragmentu jadę na przednim kole, jest bardzo stromo i znów udaje mi się wyprzedzić kilku zawodników. Puszczam hample, do mety już prosta, niewymagająca technicznie droga. Jeszcze trochę smażenia się w słoneczku na wolnej przestrzeni na podjeździe…

doping

Najlepszy był doping, kibiców, DAAAWAAAJ!!! W tym miejscu zaczęło mi brakować mocy, jednak doping pozwalał na wykrzesanie z siebie jeszcze trochę.

ostatni kilometr

Widzę w oddali zawodników, dasz radę ich dojechać, dawaj… po kolejnym wzniesieniu są trochę bliżej, nogi płoną, jeszcze trochę, mam ich. Teraz nie pozwolić się złapać, jeszcze przejazd przez lasek, ok ostatni kilometr, i ostania górka. W oddali zawodnik z GVT. Walczy z podjazdem. Czuję już rozsadzające mięśnie, pierniczę – Masz go! Jest Twój! Wstaję z siodełka, czuję ogromny ból (dasz radę!), zmuszam nogi, aby kręciły. Jestem już tuż przy nim, adrenalina robi swoje, wyprzedzam go tuż przed szczytem, teraz już tylko zjazd, jest lżej, rzucam się z górki, zawodnik nie próbuje mnie już gonić. Meta! Co za wyścig! Chwilę potem dostaję SMS-a z wynikami… satysfakcja 🙂

awarie: brak
kraksy: brak
podjazdy: 1750 m
dystans: 50 km
czas: 03:01:10
miejsce (open): 13 (75)

Facebook Comments