Byłem tutaj rok temu, pamiętam, że trasa Mega jest mega. Liczę na dobry występ. Łapią mnie reporterzy przed startem, opowiadam o odżywianiu (tak, wg mnie tłucz rozpuszcza się w wodzie xD) i o tym że jadę na kole zapasowym. Ok, staram się wszystko dopiąć na ostatni guzik. Ciśnienie ok, pojedzone. Bożena jest ze mną, usadowiła się przy drzewach, gdzie zbudowała sobie małe centrum dowodzenia.

 

Śledzi wyniki online, obrabiając foty dla ludzi. Jak się okazało, zdążyła nawet mi zrobić fotkę na podjeździe. Po pierwszym podjeździe, szybki zjazd szutrem, potem techniczny zjazd. Lubię takie zjazdy, omijam zawodników, wybieram drogę przez błotko i nagle lot nad kierownicą, koło zapadło mi się w błocie po samą piastę. Wylądowałem na ramieniu, na szczęście nie wpakowałem się na żaden kamień. Cały w błocie, a nie minęło nawet 5 minut. Dłonie mi się trochę ślizgają na chwytach od tego błota, ale trzeba żyć. Single w Szklarskiej to naprawdę przyjemność, śmigam bez opamiętania. Jest poprawa, nie jestem już teraz wyprzedzany pod górkę.

Widzę tabliczkę, że ostanie 5 km do końca, dociskam jeszcze bardziej. Wyprzedzam totalnie po bandzie, niestety opona nie wytrzymuje spotkania z ostrymi kamieniami. Próbuję jak najszybciej ściągnąć koło. Podjeżdża wybawienie, ktoś z obsługi, czy osoba nieuczestnicząca we wyścigu. Ma ze sobą nabój CO2. Wymiana i pompowanie zajęły mi poniżej 4 minut.

Wracam, cisnę, bardzo wyprowadzony z równowagi. Już prawie meta. Słyszę krzyczącą na całe gardło B, najlepszy doping. Meta, z nutką przyprawy o smaku „a mogłem lepiej”.

Statsy:
awarie: dętka w tylnym kole (zapasowym)
kraksy: lot nad kierownicą prosto w błoto
podjazdy: 1500 m
dystans: 43 km
czas: 02:43:37
miejsce (open): 33 (101)

Facebook Comments