Do tego maratonu podchodzę trochę sceptycznie. Co może mi zaproponować jakiś tam płaski Obiszów bez gór? Na pewno będzie nuda. Liczę tylko, że nie stracę 2 sektora, to mój jedyny cel.

Drzemka, objazd trasy

Mam dość dużo czasu przed startem (jechałem pociągiem). Próbuję się zdrzemnąć, jednak bez pozytywnego efektu (emocje nie pozwalają). Potem objeżdżam dość dużą cześć trasy, jest naprawdę fajnie i są miejsca techniczne. Co chwilę coś się dzieje. Ustawiam się niemalże na początku 2 sektora.

3,2,1..

Start, jest ostro, ale jestem dobrze rozgrzany. To się nazywa ściganie! Zjeżdżamy z asfaltu, cały czas jedziemy z dużą prędkością, jest kogo wyprzedzać. Masa kurzu, nie ma miejsca na odpoczynek. Trzeba być czujnym cały czas, udaje mi się trochę odjechać, powyprzedzać. Na fragmentach technicznych zyskuję, na zjazdach też, bardzo intensywnie.

Kryzys

Jednak z czasem, trochę słabnę i wyprzedzają mnie 2 osoby, siadam im na koło. Wciąż aktywne nogi bolą, pierwszy kryzys, znów kilka osób mnie objeżdża. Źle to znoszę, próbuję motywować siebie do pracy. Bezskutecznie. Chwilę potem, zaczyna się runda techniczna, o tak. Tutaj odpalam swoje cudowne moce: hokus pokus, czary mary – teraz powyprzedzamy. 

Powrót do gry… i meta

Udaje mi się trochę odrobić, widzę metę. Ostanie 2 km do mety, jadę już „w trupa” (zabezpieczenie przeciążeniowe wyłączone), rozsadza trochę uda. Po ostatnim wjeździe już tylko zjazd po pofałdowanym terenie. Doganiam jeszcze dwóch ziomali, biorę ich… i to już meta! Czuję się jak kapeć i jestem trochę niezadowolony, że ktoś mnie wyprzedził na trasie… Dzwoni do mnie B, mówiąc, że mam niezłe miejsce i jeszcze lepszy czas. Nagle stwierdzam, że jednak ten maraton mi się podobał. Potem, mam możliwość porozmawiać jeszcze z prosem wśród amatorów – Rafałem Adamczykiem. Po konkretnej rozmowie, zadowolony wracam ze znajomym harcerzem (akurat startującym w wyścigu) w kierunku Wrocławia – dzięki Brokuł!

awarie: brak
kraksy: brak
podjazdy: 950 m
dystans: 58 km
czas: 02:36:45
miejsce (open): 20 (91)

Facebook Comments